All posts filed under: Moje podróże

Suwalszczyzna – kraina jak baśń

Suwalskie Bullerbyn, czyli za czym tęsknią warszawskie mieszczuchy   W naszym suwalskim Bullerbyn sąsiad nie zagląda nam w okna. Nie zagląda, bo od tych najbliższych dzieli nas las, staw i dwie górki pokryte łanem złotego zboża. Zagląda kot, co nocą nic nie upolował lub bocian, co kocha przysiadać na nowym, błyszczącym dachu stodoły i klekotać w najlepsze.

Sękacz – przepis na szczęśliwe małżeństwo

Przeciętny sękacz ma około pół metra wysokości. Mówi się, że przywędrował na Podlasie z Francji. Gâteau à la broche, ciasto typowo francuskie, trafiło do Litwy i Polski za sprawą Radziwiłłów. Lubiany i pieczony na dworze sękacz zawędrował do zaścianków, a następnie rozpowszechnił się na całym obszarze Podlasia. Inna historia opisuje natomiast jak Polacy poznali przepis na sękacza i technologię jego produkcji od Jaćwingów już w okresie średniowiecza, bowiem ten rodzaj ciasta mógł być łatwo wykonywany na otwartych paleniskach kuchni tamtych czasów. Trzeba jednak przyznać, że teoria ta pozostawia więcej pytań, niż odpowiedzi – skąd w średniowieczu cukier? Ciasto pieczone na miodzie spadłoby z wałka po kilku sękach. W średniowieczu ciasta pieczono na zakwasie – nie znane były drożdże i soda – co nadawało im charakterystyczny smak i zapach. Cokolwiek jednak by nie mówić o pochodzeniu sękacza, pewnym jest, że po spopularyzowaniu ciasta sękacz zawędrował daleko. Ceni się go nawet w Japonii, gdzie występuje pod nazwą シャコティス (shakotisu).

Wodziłki – wieś staroobrzędowców

W Suwalskim Parku Krajobrazowym odnaleźć można kawałek dawnej Rosji. Osadę założyli tu staroobrzędowcy – uchodźcy, którzy nie uznawszy reform w Rosyjskiej Cerkwii szukali schronienia przed prześladowaniami w swojej ojczyźnie. Dawniej we wsi żyło ich kilkuset, obecnie zostało mniej niż dziesięć rodzin. Kultywują dawne zwyczaje i modlą się pod przywództwem nastawnika w drewnianej świątyni, zwanej molenną.

Zielone Świątki na Urzeczu

   Urzecze, gdzie to w ogóle jest?   Urzecze (Łurzyce) to podwarszawski nadwiślański mikroregion etnograficzny rozciągający się w pasie pradoliny Wisły po obu jej brzegach (stąd też nazwa regionu nawiązująca do terenów leżących “u rzyki”). Dlaczego po obu, a nie po jednej stronie Wisły? W przeszłości rzeka nie traktowana była jako bariera geograficzna, lecz jako czynnik łączący społeczność, jej główna oś i spoiwo. Życie Łurzycoków koncentrowało się więc wokół rzeki. Wobec złego stanu dróg lądowych, stanowiła ona najprostszy i najszybszy środek transportu i komunikacji.

Jak zdobyłam Krammerspitze

Niemcy mają jednak zupełnie inne nawyki jeśli chodzi o gospodarowanie terenami górskimi. U nas zamyka się góry rezerwatami przyrody i ogranicza parkami narodowymi, wytycza szlaki, daje w łapkę mapę i to wszystko. Niemcy cały czas gospodarują tymi terenami. Na zboczach pasą się owce, a w niższych partiach co kawałek drogę rozdziela siatka z otwieraną furtką. Po co? Wyprowadza się tu alpejskie krowy, by te mogły swobodnie wypasać się na zielonych łąkach (a później by dawały mleko, z którego robi się najdelikatniejszą czekoladę, którą to następnie świstak zawija w papierki).

Kurpiowska Niedziela Palmowa

Kurpie zajmują obszar północnego Mazowsza. Nazwa “kurpie” wywodzi się od “kurpsi” – rodzaju  wyplatanych w tym regionie butów z łyka lipowego. Z racji dużego zalesienia (Puszcza Biała i Puszcza Zielona) i stosunkowo słabych gleb występujących na tym terenie, dawni mieszkańcy Kurpi zajmowali się głównie bartnictwem, smolarstwem, snycerką, myślistwem, rybołówstwem (rzeka Narew) oraz wydobyciem i obróbką bursztynu. Był to obszar stosunkowo biedny, co znajduje swoje odzwierciedlenie m.in. w stroju ludowym oraz kuchni kurpiowskiej.

Japonia oczami blogerów

Za czym tęsknimy najbardziej? Japonia – co w niej takiego jest, że mami i przyciąga? Ile osób, tyle punktów widzenia, a jeszcze więcej wrażeń, emocji i wspomnień. Dziś – w dniu dość szczególnym dla mnie, bo w moje urodziny 🙂 ,  pozwalam sobie opublikować post tylko dla mojej (choć mam nadzieję również i Waszej) przyjemności. Posłuchajcie! Opowiadają: Ewa i Ewa, Karolina, Anita, Piotr, Bożena oraz Asia i Kondi   Nim pojechałam do Japonii, przeczytałam, co najmniej pięć książek. Chciałam zminimalizować szok kulturowy, który spodziewałam się przeżyć na miejscu. Wiedziałam więc o automatach, w których można kupić wszystko, o śpiewających toaletach i hotelach kapsułowych. Wiedziałam kim są cosplayerki i że nawet wchodząc do przymierzalni w sklepie powinnam ściągnąć buty. Mimo całej wiedzy, Japonia i tak zaskakiwała mnie na każdym kroku. (Anita Demianowicz) ‘Benri!’ (便利) – ‘wygodne, praktyczne’. Taki jest niemalże każdy aspekt japońskiej codzienności. Konbini, pociągi i setki święcących w ciemnościach mini-witryn automatów sprzedażowych to to, za czym tęskni każdy, kto odwiedził Japonię choćby na chwilę. A ci, co pomieszkali tam dłużej, przeżywają tak zwany wsteczny szok kulturowy, kiedy po powrocie do swojego kraju muszą …