Podróżniczy styl życia
comments 13

Nauka języka za granicą – warto?

Jak uczyć się szybko i przede wszystkim – efektywnie? Gdy czasu coraz mniej, a wymówek coraz więcej, może warto pomyśleć o połączeniu przyjemnego z pożytecznym, czyli nauce języka za granicą? Na co zwrócić uwagę przy wyborze kursu, jeśli zdecydujemy się na taki wyjazd?

“Imparare una nuova lingua è come acquistare una nuova anima”

Włoskie przysłowie mówi, że nauczenie się nowego języka jest jak otrzymanie nowej duszy. Jest w tym sporo prawdy. Język to nic innego jak sposób komunikowania się ze światem. Język to też kod, za pomocą którego myślimy, opisujemy rzeczy – zarówno te codzienne, jak i abstrakcyjne, wymagające większej wprawy i umiejętności. Nie bez powodu starotestamentowa Wieża Babel upadła – gdy mówimy jednym językiem znacznie więcej możemy osiągnąć, dostrzec, zrozumieć. A czy nie o to nauczenie się świata chodzi właśnie w naszych backpakerskich podróżach?

Maltalingua

J. FRANCUSKI, Ania

Uważam, ze nauka języka za granicą pomogła mi rozwijać się językowo. Nabrałam pewności siebie, zarówno językowej jak i życiowej, ponieważ na pierwszy taki kurs pojechałam mając jedynie 14 lat. Od czterech lat jeżdżę do Francji na kursy francuskiego do szkół w Paryżu i Nicei. Najfajniejsze w tych kursach jest to, że zajęcia są prowadzone tylko po francusku, dlatego trzeba się mocno przyłożyć, ale już po dwóch tygodniach zauważa się znaczącą poprawę w rozumieniu języka, a także w mówieniu. Co więcej, ostatnio usłyszałam od rodowitego Francuza, ze nie mam polskiego akcentu, gdy mówię po francusku!

“Trzeba się mocno przyłożyć, ale już po dwóch tygodniach zauważa się znaczącą poprawę w rozumieniu języka, a także w mówieniu”

Myślę, że warto wyjeżdżać na takie kursy, jednak nie mogą to być wyjazdy polskich grup, a samodzielny wyjazd do danej szkoły. Będąc w polskiej grupie ciężko jest przestawić swoje myślenie na język którego się uczymy. Jest to możliwe tylko jeśli zostajemy “rzuceni na głęboka wodę”, mówimy lepiej lub gorzej ale cały czas w języku, którego chcemy się nauczyć. Czy trzeba się jakoś na taki kurs przygotowywać? Myślę, że warto powtórzyć pewne podstawy, tj. gramatykę czy słownictwo, ale nie jest to konieczne jeśli uczymy się języka już od jakiegoś czasu.

Mieszkanie u rodzin goszczących (tzw. host families) to na początek to najlepsza forma zakwaterowania. Po pierwsze stykamy się z obywatelami danego kraju, poznajemy ich zwyczaje i kulturę, a po drugie  – nie ma lepszego sposobu na naukę języka niż naturalne środowisko i codzienne sytuacje. Na takich kursach poznaje się bardzo dużo ciekawych ludzi. Ja z wieloma osobami, które poznałam na przestrzeni lat nadal utrzymuje kontakt i czasami się spotkamy.

Ania, studentka, zna j. francuski na poziomie B1/B2, uczyła się w Paryżu i Nicei.
Jak bardzo poleca zagraniczne kursy językowe w skali od 1 do 5? Polecam wyjazdy na 5!!

Maltalingua (1)

J. ANGIELSKI, Marta

Jestem językowym beztalenciem, leniuchem i kropka. Nie ma bata żebym usiadła i wkuwała słówka z przyjemności; jeżeli to robię, to tylko dlatego, że muszę. Po maturze wyjechałam do Niemiec na studia. Nie miałam wyboru, musiałam przyłożyć się do nauki niemieckiego i dopiero po roku pobytu i nauki w Niemczech zaczęłam studiować. Od tego czasu minęło 12 lat. Mieszkałam w Niemczech, więc niemiecki poznałam perfekcyjnie, za to do angielskiego wcale nie chciało mi się przykładać… Przypadek chciał, że potrzebowałam angielskiego do pracy i nie było wyboru –  znów musiałam się przyłożyć do nauki języka. Postanowiłam sobie pomóc i poleciałam na Maltę. To było niesamowite doświadczenie – połączenie urlopu z kursem języka angielskiego. Czy się przygotowywałam do wyjazdu? Bynajmniej! Spakowałam się jak na urlop i tyle. Przed wyjazdem oczywiście musiałam zdecydować się na szkołę językową. Wybrałam Maltalingua, ponieważ miała najlepsze opinie w internecie oraz przystępne ceny. Dodatkowym plusem szkoły Maltalingua w porównaniu do innych szkół było to, że zatrudnia tylko native speakerów.

“Po dwóch tygodniach przełamałam barierę językową i zaczęłam mówić płynnie – nie miałam wyboru!”

Czy warto wyjechać na kurs? Zdecydowanie tak. Ja po dwóch tygodniach przełamałam barierę językową i zaczęłam mówić płynnie – nie miałam wyboru! Dodatkowo dzięki wycieczkom organizowanym przez szkolę codziennie mogłam ćwiczyć mój angielski po zajęciach. Po tygodniu kursu nie tylko zaczęłam myśleć po angielsku, ale również i śnić! No i dodatkowo – zakochałam się w Malcie chyba już na zawsze!

Szkoła Maltalingua jest dość małą szkołą, ale własnie to jest w niej cenne. Nauczyciele zawsze mieli dla mnie czas, nawet po zajęciach. Często też dostawałam (na własne życzenie!) dodatkowe prace domowe. Pomimo swoich niewielkich rozmiarów szkoła posiada piękny basen na dachu,  przy którym co tydzień organizowane jest prawdziwe maltańskie przyjęcie powitalne! Niesamowita jest też różnorodność narodowa kursantów. Na kursie poznałam ludzi z całego świata – z Peru, Szwajcarii, Francji, Włoch, Hiszpanii…. do tej pory jesteśmy w kontakcie.

Marta, pracująca, zna j. angielski na poziomie B2/C1, uczyła się na Malcie.
Jak bardzo poleca zagraniczne kursy językowe w skali od 1 do 5? 5!!!

Maltalingua (4)

J. HISZPAŃSKI, Monika

Uczyłam się hiszpańskiego w Xela (Gwatemala), Granadzie (Nikaragua) i Sucre (Boliwia). Już kiedy jechałam po raz pierwszy do Ameryki Łacińskiej mój hiszpański był komunikatywny, ale potraktowałam szkołę jako atrakcję w podróży i był to świetny pomysł. Podobało mi się, że zajęcia są indywidualne, że moi nauczyciele nie mówili po angielsku i że sporą cześć moich zajęć odbywała się poza szkołą – w ten sposób poznawałam też życie miasta z innej strony.

“Zatrzymując się możemy zobaczyć więcej i dowiedzieć się więcej o kraju”

Mieszkanie u lokalnych rodzin pozwoliło na całkowite otoczenie się językiem. Ciągle namawiam ludzi, żeby cześć podróży poświęcili na naukę – często mówią mi, że szkoda im czasu, że wolą zobaczyć więcej niż  siedzieć tydzień w jednym miejscu. Ja jednak uważam, że czasami to właśnie zatrzymując się możemy zobaczyć więcej i dowiedzieć się więcej o kraju.

Monika, pracująca, zna j. hiszpański na poziomie C1, uczyła się w Ameryce Łacińskiej.
Jak bardzo poleca zagraniczne kursy językowe w skali od 1 do 5? 5

Maltilingua 7

J. JAPOŃSKI, Karolina

Kurs językowy za granicą sprawdza się najlepiej, kiedy ma się już pewne podstawy językowe. Zanim pojechałam po raz pierwszy na kurs językowy na japońskim uniwersytecie, spędziłam kilka miesięcy na nauce niemalże od zera. Bez tego czułabym się totalnie zagubiona i nie miałoby większego znaczenia czy uczę się w Japonii czy w Anglii (bo akurat tam studiowałam). Wydaje mi się wręcz, że kurs w Japonii od zera mijałby się z celem, bo fundamenty języka o wiele łatwiej, przynajmniej mi, zrozumieć w ojczystym języku.

Na dłuższych kursach językowych w Japonii byłam dwa razy i za każdym razem spędziłam semestr na uniwersytecie – raz w Osace, a raz w Tokio. Same zajęcia nie wnosiły zbyt wiele i japoński styl nauczania niestety niezbyt mi odpowiadał. Dla mnie najważniejsza jest jednak kreatywność, a nie ślepe wykonywanie ćwiczeń gramatycznych czy wkuwanie słówek. Dlatego gdybym miała pojechać jeszcze raz na kurs, pewnie zdecydowałabym się na szkołę językową z zajęciami w małych grupach albo indywidualnymi.

Mój japoński najwięcej zyskał jednak na kontaktach z Japończykami, nawet jeśli początkowo nie było łatwo. Na pierwszym roku studiów, będąc w Osace, mieszkałam z japońską rodziną. Dla mnie 4 miesiące to za długo na mieszkanie z obcymi ludźmi pod jednym dachem, ale jestem indywidualistką i potrzebuję przestrzeni. O wiele bardziej sprawdziłby się chyba krótszy pobyt z rodziną, a następnie mieszkanie w akademiku z Japończykami. Taką opcję wybrałam za drugim razem kilka lat później i sprawdziła się o wiele lepiej. Oczywiście nie było to rozwiązanie idealne, ale kiedy miałam siły, mogłam rozmawiać z Japończykami, a kiedy nie miałam w ogóle ochoty i byłam zmęczona, zawsze znalazł się ktoś z zagranicy, z którym można było porozmawiać po angielsku. Wielu moich znajomych wylądowało w akademikach, gdzie mieszkali tylko nie-Japończycy i ich poziom języka niewiele się zmienił. Dlatego warto wziąć to pod uwagę przy okazji wyboru miejsca zamieszkania podczas kursu.

“Warto znaleźć tematykę, która nas interesuje, bo wtedy nauka stanie się przyjemna”

W nauce najbardziej pomogło chyba zawarcie przyjaźni z Japończykami, którzy potrafili mi powiedzieć, co mówię źle i poprawić, kiedy zaszła taka potrzeba. Niestety wielu uważa, że to niegrzeczne zwrócić komuś uwagę, ale kiedy prosiłam kilkakrotnie, z reguły działało. Mam wrażenie, że zwykłe codzienne rozmowy niewiele wnoszą w poziom języka, bo za każdym razem kończą się na tym samym. Mnie udało się znaleźć koleżankę, z którą mogłam rozmawiać o polityce, historii czy sztuce, więc mimo że początkowo musiałam często używać słownika, z czasem było coraz łatwiej!

Japoński ma to do siebie, że istnieje spora przepaść między językiem pisanym i mówionym. Jakkolwiek można w miarę łatwo poprawić swoje umiejętności z mówienia podczas pobytu w Japonii, tak pisanie wymaga o wiele więcej wysiłku i można nad tym spokojnie pracować nawet poza krajem. Warto znaleźć tematykę, która nas interesuje, bo wtedy nauka stanie się przyjemna. Nie ma sensu wkuwanie losowych znaków, bo jeśli ich nie będziemy używać, to i tak je zapomnimy. Niestety większość kursów bazuje na bezmyślnym wkuwaniu całych stron znaków czy słówek, a według mnie niezbyt się to sprawdza w prawdziwym życiu. Dlatego warto notować sobie słówka czy znaki, które dla nas mają znaczenie i które są według nas użyteczne. Pobyt w Japonii pomaga o tyle, że jesteśmy otoczeni pismem każdego dnia – znaki na stacjach, gazety, menu. Poza Japonią łatwo od tego uciec, lecz w Japonii nie ma wyboru i trzeba się z nimi zaznajomić bliżej!

Z dzisiejszą techniką, elektronicznymi słownikami, stronami internetowymi czy mobilnymi aplikacjami, kurs językowy nie jest niezbędny, a nawet aż tak potrzebny, żeby nauczyć się znaków czy podstaw gramatyki. Warto jednak wybrać się na kurs po spędzeniu co najmniej kilku miesięcy na nauce, żeby zobaczyć, jakie popełnia się błędy, poprawić wymowę czy nabrać płynności w używaniu języka.

Karolina, studentka, zna j. japoński na poziomie C2, uczyła się w Tokio i Osace.
Jak bardzo poleca zagraniczne kursy językowe w skali od 1 do 5? 3

Maltalingua (2)

J. CHIŃSKI, Natalia

Wybierając się na staż do Chin zdałam sobie sprawę z tego, że pewnie nie wszędzie uda mi się porozumieć w języku angielskim. W Rzeszowie, gdzie mieszkam, nikt wtedy jeszcze nie prowadził kursów języka chińskiego, więc zaczęłam szukać kursów do samodzielnej nauki. W ten sposób trafiłam na szkołę języka chińskiego zlokalizowaną w Pekinie, która prowadzi zajęcia zdalnie – za pomocą komunikatora Skype, w języku angielskim.

“Choć ja byłam w Rzeszowie, a moja nauczycielka w Pekinie, tak naprawdę nie odczuwałam tego”

Zanim zaczęłam naukę, otrzymałam podręcznik, więc wszystko przypominało normalne korepetycje. Choć ja byłam w Rzeszowie, a moja nauczycielka w Pekinie, tak naprawdę nie odczuwałam tego. Widziałyśmy się i słyszałyśmy, zupełnie jakbyśmy siedziały obok siebie. Program był ułożony w taki sposób, aby w możliwie krótkim czasie nauczyć mnie mówić po chińsku – mandaryńsku, tak abym mogła porozumieć się z mieszkańcami Chin na ulicy. Nie uczyłam się pisać, bo to zajmuje zdecydowanie więcej czasu. Dobre było to, że rozpoczynając kurs mogłam określić moje oczekiwania, a szkoła układała program właśnie pode mnie. Bardzo miło wspominam te lekcje. Jedynym minusem były odmienne strefy czasowe. Często miałam zajęcia bardzo wcześnie, np. o piątej czy szóstej rano, albo późnym wieczorem, koło północy. Jednak nawet do tego można się było przyzwyczaić.

Natalia, pracująca, uczyła się gdzieś między Rzeszowem a Pekinem, dzięki Skype.
Jak bardzo poleca zagraniczne kursy językowe w skali od 1 do 5? 
5

Maltalingua, czyli angielski na Malcie (patrz historia Marty)

Maltalingua, czyli angielski na Malcie (patrz historia Marty)

A Wy gdzie najchętniej wybralibyście się na kurs językowy?
Puśćcie wodze fantazji! 🙂
 Izabela

13 Comments

  1. od zawsze uważam, że uczenie się języka za granicą to najlepszy sposób – szczególnie, gdy musisz porozumieć się z miejscowymi, a oni sami mówią tylko w swoim narodowym.

  2. Podoba mi się stwierdzenie “przełamałam barierę i nauczyłam się płynnie mówić. Nie miałam wyboru”. I właśnie dlatego warto 🙂

  3. Pełna zgoda – nie ma lepszego sposobu. Najlepiej odciąć się od rodaków i całkowicie zanurzyć się w obcej kulturze i języku, zmiany przychodzą błyskawicznie.

  4. Od ładnych kilku lat zastanawiam się nad kursem językowym w Hiszpanii… 😉 Z czasem nauka w domu czy z native speaker’em już nie wystarczy, a ten wpis jeszcze bardziej przekonuje mnie do nauki hiszpańskiego za granicą! <3 🙂

  5. Nauka języka za granicą to zdecydowanie najlepsza metoda. Kursy językowe w Polsce są ok, indywidualne lekcje z native speakerem też, ale tylko kurs za granicą daje najlepsze efekty… Przez rok chodziłam na kurs francuskiego w Paryżu i dał mi on więcej niż 5 lat nauki w Polsce! 🙂

  6. Oczywiście, że przyjemne z pożytecznym. W zeszłym roku wysłaliśmy Syna do Londynu na obóz językowy. Zajęcia w szkole, zajęcia w terenie-połączone ze zwiedzaniem. Jednak to, co było najlepsze, to prawie trzy tygodnie u angielskiej rodziny. Rodzinka była cudowna i niezwykle rozmowna. Syn został włączony w życie rodzinne, codzienne. Efekt ? Puściły wszystkie blokady. Dziś swobodnie posługuje się językiem angielskim.

  7. Taki sposób nauki to bardzo fajny pomysł. Szczególnie spodobała mi się wskazówka, żeby nie jechać z polską grupą, a samemu. Nie pomyślałam o tym, a wydaje mi się że to bardzo ciekawe rozwiązanie. Bardzo Ci się udał ten post ! 🙂

    • Ojej! Dzięki Marta! Tak, mi też bardzo przypadła do gustu ta wskazówka. Zwłaszcza, że podobnie jest z podróżami – jeśli jedziesz za granicę w dużym gronie znajomych z Polski, szanse na jakiekolwiek interakcje z miejscowymi maleją odwrotnie w stosunku do wzrostu ilości osób w grupie.

  8. Marcin - NRWTrip says

    Rewelacyjny wpis, który zostawię sobie na dłużej. Muszę przesłać go do znajomych i poddać go dyskusji. Bardzo ciekawie napisany, gratuluję!

  9. Australove says

    Bardzo przydatny wpis i cenne wskazówki. Nam najwięcej dała przeprowadzka do Londynu. Uważam, że tylko poza granicami Polski można dobrze nauczyć się języka.

    • Pamiętam, jak pierwszy raz pojechałam do Wielkiej Brytanii :)) Na maturze z angielskiego piątka, wykłady na studiach po angielsku… a na miejscu, w Yorkshire, nie mogłam nikogo zrozumieć przez dobre dwa tygodnie.

Leave a Reply