Przemyślenia
comments 6

Paka dla dzieciaka

Czujecie miętę do Gruzji, prawda? 😉 Macie słabość do jej pięknych, górskich krajobrazów? Lubicie wysiadać z marszrutki “Bóg wie gdzie” i wędrować w stronę bezkresnych, słodkich winnic? A może bardzo cenicie sobie te wszystkie chwile (i niekończące się toasty) spędzone z miejscowymi? Może zastanawiacie się nawet czasem, jakby się tu odwdzięczyć za tą piękną gościnę, tylko jeszcze nie było okazji? To uwaga, jest okazja i to nie byle jaka!

Dostałam dziś w nocy od Karola, mojego bliskiego przyjaciela (który jednak mimo wszystko nie fatyguje się by pisać bez powodu) taką oto wiadomość:

W związku ze zbliżającymi się Świętami chciałbym was prosić o pomoc dla dzieci polonijnych z Gruzji. W małym mieście Lagodekhi mieszkają potomkowie naszych powstańców listopadowych. Działa tam organizacja polonijna – Związek Polaków w Kachetii oraz Szkoła Polska, w której uczy się 56 dzieci w wieku od 6 do 16 lat. Ludziom w Lagodekhi żyje się ciężko, panuje duże bezrobocie i powszechna bieda, co oczywiście odbija się na dzieciach, dla których rarytasem są nowe spodnie czy garść cukierków. Dlatego chcę zorganizować zbiórkę na paczki świąteczne, w których będą przede wszystkim słodycze, a także małe zabawki.

Związek Polaków Kachetii

Pamiętam, jak wyjeżdżał na swój wolontariat. Był to akurat czas, kiedy pełna wrażeń wróciłam z mojej misji w Dar Es Salaam, a Karol i tak w kółko i bez przerwy mówił o Gruzji (!!!). Pamiętam, jak wariacko się cieszył, gdy udało mu się dostać stypendium WATu na ten wyjazd. Istny chodzący honorowy ambasador Gruzji w Polsce! Poprosiłam go, by napisał trochę więcej o Lagodekhi i tamtejszych polsko-gruzińskich dzieciakach:

W tym roku jako wolontariusz (czyli człowiek od wszystkiego) ruszyłem do Gruzji. Tam, w małym miasteczku Lagodekhi pracowałem w Związku Polaków w Kachetii im. Ludwika Młokosiewicza. Moim głównym zadaniem było “ogarnianie” grupy dzieciaków, co dumnie nazywało się prowadzeniem lekcji języka polskiego. Budynek, a właściwie coś, co w Polsce byłoby zamknięte przez wszystkie możliwe służby, nam służyło za szkołę. Uczyłem tam języka polskiego, poruszyłem ciut historii i naszej kultury. Największą frajdą była jednak nauka piosenki Przybyli Ułani z dzieciakami, które pomimo wakacji i niesamowitego upału karnie przychodziły na zajęcia. Nie chce mówić, że one są wyjątkowe i dlatego trzeba im pomóc. Wręcz przeciwnie – to są takie same dzieciaki jak te tutaj w Polsce, tylko jedną generację do tyłu –  bez komputera i komórki, a z wielką wyobraźnią i wiecznie pozdzieranymi kolanami.

Wolontariusz, czyli człowiek od wszystkiego

Polskie dzieci z Lagodekhi

Problemem w Lagodekhi jest duże bezrobocie. Dodatkowo tegoroczna susza i upały zniszczyły większość plonów regionu, gdzie w cieniu Gór Wielkiego Kaukazu leży dzisiejsze Lagodekhi, a od połowy XIX wieku również polska wieś Kalinówka. Początkowo odrębna wieś Kalinówka została “zdegradowana” do jednej ulicy przez rozrastające się miasteczko. Oczywiście z tym miejscem wiąże się parę ciekawych historii. Opowiadano mi, że zawsze kwitły tu kwiaty, a gospodarskie obejścia wręcz świeciły czystością. Motyw ukwieconej ulicy, takiej jak u nas można jeszcze cały czas spotkać, pojawiał się z rozrzewnieniem w opowieściach mieszkańców Lagodekhi, z których większość ma bliższe lub dalsze polskie korzenie. Najbardziej podobała mi się jednak na wpół legendarna historia mówiąca jak to Górale Dagestańscy, słynący z łupieżczych wypadów w kachetyjskie doliny, z zamiarem zabrania kosztowności, wina i co ładniejszych kobiet, zeszli z gór do nowo powstałej polskiej Kalinówki. Po dotarciu między ukwiecone i uporządkowane podwórka odpuścili jednak ataku, ku zupełnemu zdziwieniu gotujących się do obrony zesłańców. Po kilku tygodniach, ku jeszcze większemu zdziwieniu, do tej samej osady “dzicy górale” (jak o nich mówią Gruzini) przyprowadzili swoje córki i żony na służbę, aby nauczyły się prowadzić i utrzymywać takie domostwa.

Ta historia i wiele innych umilały mi pobyt na tym “końcu świata”. Przy niektórych sytuacjach ciężko było powstrzymać łzy w oczach. Gdy pewnej staruszce zostałem przedstawiony jako Polak i powiedziałem do niej po polsku “dzień dobry” , kobieta prawie natychmiast się rozpłakała, bo – jak mi potem powiedziała – od razu przypomniała jej się matka, która w domu używała tylko polskiego. Takich historii uczą się od małego wszyscy, bo na kaukazie pamięć o swoim rodzie jest najważniejsza.

Teraz to dzieci, potomkowie owych zesłańców, wysyłają swoje pociechy do nauki języka polskiego jako formy podtrzymania łączności z krajem, ale też jako przyszły kierunek reemigracji. W Polsce jest już kilku Lagodekhian, którzy tu uczą się, studiują i pracują.

Polskie dzieci z Lagodekhi

Zbiórkę organizuję po raz drugi, bo bardzo poruszyło mnie jak dzieciakom błyszczały oczy, gdy otwierały prezenty na nowy rok szkolny, które udało mi się zebrać w w gronie moich przyjaciół. Pomyślałem, że fajnie by było, gdyby na te Święta Bożego Narodzenia dostały garść słodyczy i jakąś zabawkę od swoich ziomków z Polski. Dlatego jak możecie, pomóżcie proszę.

Chciałbyś / chciałabyś jakoś pomóc, tylko nie wiesz jak?
Skontaktuj się z Karolem:
pakadladzieciaka@travelingilove.com

Szkoła Polska w Lagodekhi

By pomóc drugiemu człowiekowi nie potrzeba fundacji, sztabu organizacyjnego ani rezolucji ONZ. Wystarczy BYĆ CZŁOWIEKIEM. Nie zapominaj o tym, to naprawdę bardzo proste. To tak jak wtedy, gdy sami byliśmy dziećmi. Nie wahaj się. Po prostu napisz do Karola, to też zwykły, codzienny bohater, taki sam jak Ty ♥

Izabela

* wszystkie zdjęcia powyżej przesłane przez Karola

   

 

Kochani! Gdybyście kiedyś mieli wątpliwości jak bardzo wspaniali jesteście, spójrzcie: te wszystkie książki, duży plecak na kółkach + ok. 600 zł udało się zebrać, zapakować i wsadzić do samolotu do Gruzji w niecałe 48 godzin! JESTEŚCIE NAJLEPSI ♥ 

 

6 Comments

  1. To naprawdę budujące, że jest coraz więcej osób, chcących nieść bezinteresowną pomoc. Karol jest wzorem do naśladowania i należy go wesprzeć w jego działaniach. Dzięki za ten wpis i przybliżenie tej historii 🙂

  2. Zawsze bardzo sie wzruszam, czytajac historie polonijne. Ja sama, mieszkajac z dala od ojczyzny, rozumiem jak wazny jest chocby najmniejszy kontakt z krajanami, kultura i tradycja. Mam nadzieje, ze dla tych dzieci beda to niezapomniane Swieta:)

  3. Naprawdę warto wesprzeć ten projekt – ja nawet już to zrobiłam 😉
    Jeśli kto może – prześlijcie informację w świat – do Świąt został już równo tydzień!

Leave a Reply