Month: January 2014

Cena bycia Mzungu w Afryce

Wyjdźmy od jednego, prostego i oczywistego stwierdzenia: Życie białego (Mzungu) w Czarnej Afryce różowe nie jest. Życie kosztuje. Życie na wyjeździe zazwyczaj kosztuje więcej. Życie białego (Mzungu) na wyjeździe w Afryce kosztuje wiele… wprawdzie przede wszystkim dobrego samopoczucia, ale jednak kosztuje. Bo choć z jednej strony znałam stosunek mieszkańców Czarnego Lądu do Białasów, to jednak przekonanie się o tym na własnej skórze było dla mnie pewnym szokiem kulturowym. Kilka faktów o Mzungu w Tanzanii: Bycia Mzungu nie da się ukryć. Mzungu świeci białością lica i nawet po opatuleniu się w muzułmańską burkę nadal na wierzchu zostają białe dłonie (i jak tu trzymać aparat, albo za coś zapłacić?). Więc nie, powtarzam, nie da się ukryć. Mzungu jest biały, jest przedstawicielem Globalnej Północy. Wszyscy przedstawiciele Globalnej Północy są bogaci. Za bycie Mzungu trzeba płacić. Słono (jak na miejscowe warunki). Najlepiej w dolarach. Nie ważne czy jesteś Niemcem, Szkotem czy Grekiem. I tak dla miejscowych przyjechałeś z USA (no, chyba, że przyjechałeś z Europy, ale to przecież niewiele więcej niż kolejny stan). Jeśli Twój afrykański znajomy / współpracownik …

Segerea. Kilka słów o tym i o tamtym

Mój pierwszy, niepełny tydzień na misji w Segerea dobiega końca. Tak naprawdę  – przynajmniej jak do tej pory – codziennie dzieje się coś nowego i każdego dnia obiecuję sobie trzy rzeczy (że dziś, ale to naprawdę dziś): 1) usiądę do nauki Suahili 2) przeczytam historię Tanzanii 3) napiszę kilka słów na bloga. Jjjjasne. To ja może zacznę od końca. Kilka słów o jedzeniu i obyczajach Jedzenie jest dobre, dokładnie takie jak lubię – mało mięsa, dużo wszystkiego innego 🙂 Świeże (prosto z drzewa, czy może być świeższe?) mango, papaje, awokado, banany, ananasy – tego chyba nigdy nie zabraknie. W szkole dzieci jedzą rękami (właściwie to prawą ręką, jak na Afrykę przystało) [tak Mamo, na misji mamy sztućce i jem „po europejsku” ; ) ]. Warzywa tradycyjne – ogórki, pomidory, ziemniaki, jak i te których teraz nazw za bardzo nie pamiętam. Ryż, ryż na tysiące sposobów – najlepszy z przyprawami (tzw. pilau), kasze z lokalnych zbóż, ugali, czyli coś a’ la kasza manna lub owsianka, placki zbożowe jak hinduskie chlebki. Czasem rybka lub mięso, choć to …

Lektura przed wyjazdem, czyli cholerny czai, whisky i trochę brezentu

Garrick i Abdullah rozpalili ogień i razem z Kamauem i M’Kola zaczęli coś na nim gotować. Mieli zamiar spać w samochodzie. Deszcz mżył, ja się rozebrałem, włożyłem grubą pidżamę i przeciwmoskitowe buty, usiadłem na łóżku, zjadłem pierś pieczonej perliczki i wypiłem kilka blaszanych kubków whisky pół na pół z wodą. Wszedł M’Kola, poważny, troskliwy i bardzo niezgrabny we wnętrzu namiotu, wyciągnął moje ubranie, które zwinąłem, żeby sobie zrobić zagłówek, zwinął je na nowo, bardzo nieporządnie, i włożył pod koc. Przyniósł trzy puszki, żeby dowiedzieć się, czy nie każę ich otworzyć. — Nie. — Czai? — zapytał. — Niech go diabli wezmą. — Nie czai? — Whisky lepsza. — Tak — powiedział z uczuciem. — Tak. — Czai rano. Przed słońcem. — Tak, B’wana M’Kumba. — Ty śpij tu. Nie na deszczu — wskazałem brezent namiotu, na którym deszcz wydawał najprzyjemniejszy odgłos, jaki my, przebywający dużo na powietrzu, możemy usłyszeć. Był to miły odgłos, chociaż zawalał nam całą sprawę. — Tak. — No, jedz. — Tak. Nie czai? — Do cholery z herbatą. — Whisky? — …

Rozmowy przedwyjazdowe

I:  Nie mogę zasnąć… K:  Dlaczego nie możesz zasnąć? I:  Nie wiem właśnie. Jakoś strasznie się zamartwiam wyjazdami, sczepieniami itd., że nie ogarnę logistycznie wszystkiego. K:  Pytanie czemu nadajesz temu wyjazdowi tak duże znaczenie, że aż nie możesz spać? Czemu nie traktujesz tego jak wyjście po bułki do sklepu, przecież wyjeżdżałaś już tyle razy. I:  Afryka jest inna. Wypady w Europie są jak randka w podstawówce. Japonia była jak pierwsza miłość, ale Afryka to taka temperamentna, dojrzała kochanka. Nie wiadomo czego się spodziewać. K:  Hahaha, także jak sama widzisz “martwisz się” bo sama nadałaś wyjazdowi cechy nieznanego, nieprzewidywalnego. To co czujesz to ekscytacja, nie lęk 🙂