Month: April 2014

Poniedziałkowy motywator

Dotknęła mnie ostatnio szara codzienność i chyba mi to nie posłużyło. Niby oddychałam, ale jakoś tlenu w tym nie było. Niby żyłam, ale jakoś tak wszystko działo się jakoś obok. Proza egzystencji. Bóg jeden raczy wiedzieć jak fatalnie by się to wszystko skończyło gdyby nie kapitalna, szalona E., z którą mam dziką przyjemność i wielkie błogosławieństwo pracować (to naprawdę wspaniałe, że musi ze mną spędzać 8 godzin dziennie i jeszcze jej za to płacą!). Gdy w poniedziałkowy poranek dotarłam do pracy (przy okazji: czy ja nie mam świetnej trasy do pracy? Codziennie mijam serce Szopena i dom ks. Twardowskiego, tego od wierszy i biedronek) na biurku leżał (i śmierdział 😉 ) dość nietypowy prezent. Był na tyle nietypowy, że musiano mi objaśnić czym owe coś jest i do czego służy. Opis brzmiał: Przyrząd do oganiania się od much tse-tse sporządzony z ogona (jakiegoś) rogatego bydła.  WOW! 😀 Podobno w Jakucji funkcjonują podobne tradycyjne ustrojstwa służące do oganiania się od komarów (skuteczne!), choć pierwotnie służyły do odganiania złych duchów. Robi się je z końskiego włosia (dziękuję …