Month: November 2014

Śmierć (w) Wenecji

Wenecja to piękna pocztówka. Całkiem niezłe tło do zdjęcia, którego bez wątpienia pozazdrości nam cała rodzina, zwłaszcza ta zza oceanu. Wenecja to legenda o gondolach, kochankach, namiętności, zdradach i śmierci. Dla mnie podróż do Wenecji miała być swoistą podróżą w czasie – podróżą do okresu jej świetności, złotego wieku, do czasów kupców, bogactwa, handlu i przepychu. Czasów, gdzie wszędzie słychać było gwar targowania się, stukot przeładunku, skrzypienie wielkich kupieckich barek.

Spotkanie. Podróżnicza dygresja

Trzy dojrzałe Amerykanki z solidnie przykrytymi głowami, opakowane ubraniem i wyposażone w kamery – podobni ludzie w jeden dzień zaliczają tuzin świątyń oraz jedną czy dwie cesarskie rezydencje, bez najmniejszych emocji – zatrzymują się przed słynnym kamiennym ogrodem, by zdecydowanie szybko się z nim uwinąć. (…) ogród natomiast (jedno z najdoskonalszych świadectw estetyki zenistycznej) to kilka skałek o rożnych kształtach, skałek dobranych ze szczególnym staraniem przez “specjalistów” prawie pięćset lat temu. (…) – Cute little garden – mówią trzy panie, a ta najbardziej odważna konkluduje stentorowym głosem: – As I look at those rock patterns, I can’t help thinking of…. Jesus Christ(?!?). Bardzo się obawiam, tak jak i Kipling, że ten Zachód (ten Middle West) i ten Wschód nigdy się nie spotkają. Nicolas Bouvier, “Kronika japońska”, Rozdział VI “Szary Zeszyt”