Month: March 2015

Wysoki jak Masaj

W wolnym czasie Masajki trudnią się wyrobem biżuterii z koralików. Koraliki są – jak większość rzeczy w Afryce – chińskie. Przypływają wielkimi kontenerami do Dar, by później rozejść się po wioskach i wioseczkach. Koraliki nawlekane są na druciki. Grube, sztywne, często podrdzewiałe druty na pewno nie są łatwe w precyzyjnej obróbce. Ale biżuteria, która z nich powstaje jest nieprzeciętna! Nie mogąc się jej oprzeć kupiłam to i owo, przyszłam do pracy i oto co usłyszałam: – O! A skąd Ty wzięłaś drut z opony?! – Drut z opony? Jak to drut z opony?! Jakiej opony na litość?! – No tu, w kolczyku, no i wisiorek też widzę na drucie z opony robiony! No grubość, waga, wygląd. Jak Boga kocham drut z opony. – A…. drut z opony…

Japonia oczami blogerów

Za czym tęsknimy najbardziej? Japonia – co w niej takiego jest, że mami i przyciąga? Ile osób, tyle punktów widzenia, a jeszcze więcej wrażeń, emocji i wspomnień. Dziś – w dniu dość szczególnym dla mnie, bo w moje urodziny 🙂 ,  pozwalam sobie opublikować post tylko dla mojej (choć mam nadzieję również i Waszej) przyjemności. Posłuchajcie! Opowiadają: Ewa i Ewa, Karolina, Anita, Piotr, Bożena oraz Asia i Kondi   Nim pojechałam do Japonii, przeczytałam, co najmniej pięć książek. Chciałam zminimalizować szok kulturowy, który spodziewałam się przeżyć na miejscu. Wiedziałam więc o automatach, w których można kupić wszystko, o śpiewających toaletach i hotelach kapsułowych. Wiedziałam kim są cosplayerki i że nawet wchodząc do przymierzalni w sklepie powinnam ściągnąć buty. Mimo całej wiedzy, Japonia i tak zaskakiwała mnie na każdym kroku. (Anita Demianowicz) ‘Benri!’ (便利) – ‘wygodne, praktyczne’. Taki jest niemalże każdy aspekt japońskiej codzienności. Konbini, pociągi i setki święcących w ciemnościach mini-witryn automatów sprzedażowych to to, za czym tęskni każdy, kto odwiedził Japonię choćby na chwilę. A ci, co pomieszkali tam dłużej, przeżywają tak zwany wsteczny szok kulturowy, kiedy po powrocie do swojego kraju muszą …

Muzeum Wsi Księstwa Łowickiego

Tak długo zabierałam się na blogu za etno-serię, że rok Kolberga zdążył już ustąpić na rzecz roku Jana Długosza, a trzeba przyznać, że seria poświęcona kulturze ludowej i skansenom chodziła mi po głowie od dłuższego czasu. Dlaczego akurat to? Gdy byłam nastolatką, mama rozpoczęła pracę w Muzeum budownictwa ludowego w Sanoku. W domu zaczęły się długie opowieści i po jakimś czasie o Bojkach, Łemkach, Dolinianach i Pogórzanach wiedziałam już chyba wszystko (a raczej tak mi się wtedy wydawało). Zdarzało się też, że zapomniawszy kluczy do domu przeczesywałam polne ścieżynki usiane na 38 ha sanockiego skansenu, bo mama była akurat z grupą turystów “gdzieś na parku”. Chcąc nie chcąc, zainteresowanie powstało samo i tak już zostało.