Author: Ibazela

“Profesjonalny bloger”? Nie, dziękuję.

Ja i mój blog stoimy na rozdrożu. Nie wiem, co powinnam dalej zrobić. Od dłuższego czasu jestem na tzw. “blogowym detoksie” i nie tworzę nowych tekstów, ciesząc się moim życiem offline. Nie oznacza to, że nie zwiedzam, nie uczę się nowych rzeczy i nie zbieram materiałów – do tego przykładam się niezwykle starannie 🙂

Nauka języka za granicą – warto?

Jak uczyć się szybko i przede wszystkim – efektywnie? Gdy czasu coraz mniej, a wymówek coraz więcej, może warto pomyśleć o połączeniu przyjemnego z pożytecznym, czyli nauce języka za granicą? Na co zwrócić uwagę przy wyborze kursu, jeśli zdecydujemy się na taki wyjazd? “Imparare una nuova lingua è come acquistare una nuova anima” Włoskie przysłowie mówi, że nauczenie się nowego języka jest jak otrzymanie nowej duszy. Jest w tym sporo prawdy. Język to nic innego jak sposób komunikowania się ze światem. Język to też kod, za pomocą którego myślimy, opisujemy rzeczy – zarówno te codzienne, jak i abstrakcyjne, wymagające większej wprawy i umiejętności. Nie bez powodu starotestamentowa Wieża Babel upadła – gdy mówimy jednym językiem znacznie więcej możemy osiągnąć, dostrzec, zrozumieć. A czy nie o to nauczenie się świata chodzi właśnie w naszych backpakerskich podróżach?

Wysoki jak Masaj

W wolnym czasie Masajki trudnią się wyrobem biżuterii z koralików. Koraliki są – jak większość rzeczy w Afryce – chińskie. Przypływają wielkimi kontenerami do Dar, by później rozejść się po wioskach i wioseczkach. Koraliki nawlekane są na druciki. Grube, sztywne, często podrdzewiałe druty na pewno nie są łatwe w precyzyjnej obróbce. Ale biżuteria, która z nich powstaje jest nieprzeciętna! Nie mogąc się jej oprzeć kupiłam to i owo, przyszłam do pracy i oto co usłyszałam: – O! A skąd Ty wzięłaś drut z opony?! – Drut z opony? Jak to drut z opony?! Jakiej opony na litość?! – No tu, w kolczyku, no i wisiorek też widzę na drucie z opony robiony! No grubość, waga, wygląd. Jak Boga kocham drut z opony. – A…. drut z opony…

Japonia oczami blogerów

Za czym tęsknimy najbardziej? Japonia – co w niej takiego jest, że mami i przyciąga? Ile osób, tyle punktów widzenia, a jeszcze więcej wrażeń, emocji i wspomnień. Dziś – w dniu dość szczególnym dla mnie, bo w moje urodziny 🙂 ,  pozwalam sobie opublikować post tylko dla mojej (choć mam nadzieję również i Waszej) przyjemności. Posłuchajcie! Opowiadają: Ewa i Ewa, Karolina, Anita, Piotr, Bożena oraz Asia i Kondi   Nim pojechałam do Japonii, przeczytałam, co najmniej pięć książek. Chciałam zminimalizować szok kulturowy, który spodziewałam się przeżyć na miejscu. Wiedziałam więc o automatach, w których można kupić wszystko, o śpiewających toaletach i hotelach kapsułowych. Wiedziałam kim są cosplayerki i że nawet wchodząc do przymierzalni w sklepie powinnam ściągnąć buty. Mimo całej wiedzy, Japonia i tak zaskakiwała mnie na każdym kroku. (Anita Demianowicz) ‘Benri!’ (便利) – ‘wygodne, praktyczne’. Taki jest niemalże każdy aspekt japońskiej codzienności. Konbini, pociągi i setki święcących w ciemnościach mini-witryn automatów sprzedażowych to to, za czym tęskni każdy, kto odwiedził Japonię choćby na chwilę. A ci, co pomieszkali tam dłużej, przeżywają tak zwany wsteczny szok kulturowy, kiedy po powrocie do swojego kraju muszą …

Muzeum Wsi Księstwa Łowickiego

Tak długo zabierałam się na blogu za etno-serię, że rok Kolberga zdążył już ustąpić na rzecz roku Jana Długosza, a trzeba przyznać, że seria poświęcona kulturze ludowej i skansenom chodziła mi po głowie od dłuższego czasu. Dlaczego akurat to? Gdy byłam nastolatką, mama rozpoczęła pracę w Muzeum budownictwa ludowego w Sanoku. W domu zaczęły się długie opowieści i po jakimś czasie o Bojkach, Łemkach, Dolinianach i Pogórzanach wiedziałam już chyba wszystko (a raczej tak mi się wtedy wydawało). Zdarzało się też, że zapomniawszy kluczy do domu przeczesywałam polne ścieżynki usiane na 38 ha sanockiego skansenu, bo mama była akurat z grupą turystów “gdzieś na parku”. Chcąc nie chcąc, zainteresowanie powstało samo i tak już zostało.

Togliatti: gdzie diabeł mówi dobranoc

Co się dzieje, gdy umiera włoski polityk, filozof i przywódca komunistów? Ano, gdzieś w głębokiej Rosji ponad 700-tysięczne miasto otrzymuje nową nazwę. Bynajmniej nie jest to powód do dumy, kiedy okazuje się, że Togliatti (od nazwiska Palmiro Togliattiego; dawny Stawropol nad Wołgą, dobrze znany w Polsce z produkcji “Łady”)  jest według badań Uniwersytetu Finansowego w Moskwie najbiedniejszym miastem Federacji Rosyjskiej. Jak dziś wygląda ten żywy pomnik włoskiego komunisty? Cóż, chyba niezbyt imponująco, choć na pewno śnieżnie (gdy to piszę w Togliatti jest -18 stopni).A zresztą sami zobaczcie! Na szczęście w taki ziąb i mróz wszyscy wiedzą gdzie szukać ratunku 😉 A to już ku przestrodze – gdyby przyszła wam fantazja zatrzymać się na lokalnej stacji benzynowej za… potrzebą.      

Midgaard do Ziemi: słowo o migracji

Kiedy człowiek przybywa do nowego miejsca, najpierw musi się go nauczyć. Poznać. Nie tylko tego, gdzie jest gospoda, stacja karawan albo dom, w którym mieszka, albo jak trafić na targ czy gdzieś, gdzie można kupić posiłek. Musi nauczyć się też, jak wyglądają miejscowe obyczaje, poznać przynajmniej parę słów, którymi mówią mieszkańcy, poznać zapachy, smaki, dźwięki i kolory miejsca, w które trafił. Musi pozwolić, by to miejsce go trochę zmieniło. Kiedy podróżnych jest kilka tysięcy, jest trochę inaczej. Oprócz tego, że muszą nauczyć się nowego miejsca, to miejsce musi nauczyć się ich. Kiedy wędruje cały naród, to oni zmieniają miejsce, do którego przybywają. Także wtedy, gdy przybywają w pokoju, tam, gdzie ich oczekiwano i gdzie ofiarowano gościnę. Przynoszą własne obyczaje, dźwięki swojej mowy, swoją muzykę i swoje przyprawy, nawet swoje przekleństwa. Również tak zwykłe i codzienne rzeczy, jak piwo, chleb lub pieczone mięso, w każdym kraju smakują zupełnie inaczej. Jarosław Grzędowicz, Pan Lodowego Ogrodu, Tom IV, Rodział XIII Przyznam szczerze, gdy tylko zaczęłam czytać ten fragment Pana Lodowego Ogrodu (przy okazji: majstersztyk!) od razu pojawił mi przed …