Polska
comments 5

Sękacz – przepis na szczęśliwe małżeństwo

Przeciętny sękacz ma około pół metra wysokości. Mówi się, że przywędrował na Podlasie z Francji. Gâteau à la broche, ciasto typowo francuskie, trafiło do Litwy i Polski za sprawą Radziwiłłów. Lubiany i pieczony na dworze sękacz zawędrował do zaścianków, a następnie rozpowszechnił się na całym obszarze Podlasia. Inna historia opisuje natomiast jak Polacy poznali przepis na sękacza i technologię jego produkcji od Jaćwingów już w okresie średniowiecza, bowiem ten rodzaj ciasta mógł być łatwo wykonywany na otwartych paleniskach kuchni tamtych czasów. Trzeba jednak przyznać, że teoria ta pozostawia więcej pytań, niż odpowiedzi – skąd w średniowieczu cukier? Ciasto pieczone na miodzie spadłoby z wałka po kilku sękach. W średniowieczu ciasta pieczono na zakwasie – nie znane były drożdże i soda – co nadawało im charakterystyczny smak i zapach. Cokolwiek jednak by nie mówić o pochodzeniu sękacza, pewnym jest, że po spopularyzowaniu ciasta sękacz zawędrował daleko. Ceni się go nawet w Japonii, gdzie występuje pod nazwą シャコティス (shakotisu).

Sękacz na szczęśliwe małżeństwo

Prawdziwego sękacza nie tak łatwo zrobić. Trzeba dużo cierpliwości i – co gorsze -cztery ręce. Cztery skoordynowane ręce. Ktoś dorzuca żółtka, ktoś uciera. Ktoś polewa wałek ciastem, ktoś nim kręci. Ktoś ubija jajka, ktoś inny patrzy, czy równo 😉 Jak bez pracy nie ma kołaczy, tak bez współpracy nie ma sękaczy! Praca może nie jest trudna, ale żmudna i czasochłonna. Nijak nie da się jej przyśpieszyć, szperać w telefonie nie ma jak, bo ręce zajęte, więc w trakcie pieczenia sękacza trzeba ze sobą rozmawiać.

U  państwa S., którzy w swojej uprzejmości zgodzili się podzielić się ze mną swoją słodką tajemnicą wypieku sękaczy, życie toczy się powoli na gospodarskich obowiązkach, pieczeniu sękaczy i… rozmowie właśnie. Starsi państwo, mieszkający pośród pól i lasów otuliny Suwalskiego Parku Krajobrazowego w czystym domku z floksami u płotu zajmują się tradycyjnym wypiekiem już zgoła 30 lat (kawał czasu! Zwłaszcza dla kogoś, kto sam liczy sobie lat 29…). Pan S. mówi nawet, że po sękaczach to i do nieba można zawędrować, a ja mu wierzę. Tyle godzin z mężem/żoną wytrzymać, toż to aniołem trzeba być na ziemi! 😉

Gdy przyszłam po 9 prace nad sękaczem trwały już w najlepsze. Ale ileż było ucierania! Kiedyś do wyrobu sękacza używano dużego drewnianego drąga, podobnego nieco do kuli w makutrze, ale znacznie większego. Dziś technika posunęła się do przodu i z pomocą przyszła nam… wiertarka. Po odpowiednim umocowaniu drewnianej kuli wiertarka okazała się sprzętem “nie do zdarcia”. No, chyba, że byłaby chińska. Tych się już kilka na sękaczu spaliło…

Ostatnim składnikiem dodawanym do sękacza są białka. Jajek wyszło nam trochę nadprogramowo i gdy ubita na sztywno chmura zaczęła uciekać z wielkiej miednicy, pani S. zadecydowała, że czas na pieczenie. Znajdujący się w specjalnym pomieszczeniu drewniany walec, do którego z jednej strony prawie przylegał ruszt, wymagał – jak zawsze przy sękaczu – obsługi dwóch osób. Polewało się go ciastem warstwa po warstwie, słój po słoju, jak drzewo, które kolejnym słojem przyrasta dopiero po roku. Jeśli choć na chwilę zostawilibyśmy wałek bez kręcenia, sękacz przypaliłby się od żaru. Wypiek mógłby także spaść z wałka, gdyby ciasto okazało się za rzadkie lub poprzednie warstwy nie zapiekły się dobrze. Cierpliwość przy sękaczu jest nieodzowna, szczęśliwie czas mija szybko na przyjemniej rozmowie. Po godzinie, może dłużej, 3,5 kilogramowy sękacz był gotowy. Teraz musiał tylko ostygnąć i zeskoczyć z wałka, by można było przyjść po niego następnego wieczora.

Pyszny i pachnący sękacz… Zjedlibyście kawałek? 🙂

Sękacz - produkcja 3

Jeśli bylibyście zainteresowani zamówieniem takiego pięknego sękacza odezwijcie się, to spróbujemy coś dla Was wyczarować 🙂

Izabela

 

Suwalszczyzna posty

5 Comments

  1. Zjadłabym! Sękacz sękaczowi nierówny. Jadłam straszliwe okropieństwa, po których kilka lat omijałam szerokim łukiem, trafiłam też na pyszne ciasto, które sprawia radość (może to właśnie odzwierciedla relacje w rodzinie?;)). Niby przepis jest ten sam, a wszystkich wychodzi inaczej – tak samo jak nawet najzwyklejsza pomidorowa.

    • Tak! Zdecydowanie! Z resztą dowiedziałam się, że przepisy na sękacze nieznacznie się różnią między sobą, a każda rodzina wypiekająca sękacze trzyma w tajemnicy swoje przepisy, dlatego też nie zdecydowałam się na opisanie przepisu państwa S.
      Od siebie mogę powiedzieć, że to był najlepszy sękacz jakiego jadłam, zwłaszcza, że widziałam ile troski i miłości włożono w jego pieczenie 🙂

    • Hahah, no tak Przemek, nie ma to jak “insider look” 😉 Dzięki!
      Z resztą rozumiem mechanizm – dla mnie najlepszy jest pierwszy kawałek szarlotki, jeszcze parujący, lub ciastka kradzione bezpośrednio z blachy 😉

  2. Pingback: Suwalszczyzna - kraina jak baśń

Leave a Reply