Przemyślenia
comments 10

Wysoki jak Masaj

W wolnym czasie Masajki trudnią się wyrobem biżuterii z koralików. Koraliki są – jak większość rzeczy w Afryce – chińskie. Przypływają wielkimi kontenerami do Dar, by później rozejść się po wioskach i wioseczkach. Koraliki nawlekane są na druciki. Grube, sztywne, często podrdzewiałe druty na pewno nie są łatwe w precyzyjnej obróbce. Ale biżuteria, która z nich powstaje jest nieprzeciętna! Nie mogąc się jej oprzeć kupiłam to i owo, przyszłam do pracy i oto co usłyszałam:

– O! A skąd Ty wzięłaś drut z opony?!
– Drut z opony? Jak to drut z opony?! Jakiej opony na litość?!
– No tu, w kolczyku, no i wisiorek też widzę na drucie z opony robiony! No grubość, waga, wygląd. Jak Boga kocham drut z opony.
– A…. drut z opony…

W myśl znanej i lubianej zasady “nie znam się, to się wypowiem” dziś będzie o… Masajach 🙂

Przyznaję od razu, że jestem absolutnym anty-ekspertem w dziedzinie, o której dziś piszę. Dlaczego? Nigdy nie byłam w wiosce masajskiej. Akurat traf chciał, że w czasie mojego wolontariatu nikt z Franciszkanów nie wybierał się nawet w stronę Aruszy, a ja natomiast nie bardzo chciałam jechać na tzw. human safari, bo uważam je za bardzo poniżające dla obu stron i tak naprawdę bezwartościowe jeśli chodzi o kwestie poznawcze. Z resztą nawet nie było na czasu – praca w szkole pozwoliła mi na tylko jeden, krótki “wakacyjny wypad” i zdecydowałam, że będzie to Zanzibar i rezerwat wielkich żółwi na Prison Island. Ale dziś nie o tym 🙂

Całą swoją znajomość kultury Masajów oparłam o wiedzę książkową (mniej lub bardziej naukową; beznadzieją, nudną i do granic (nie)przyzwoitości… wtórną, bo jak inaczej można wytłumaczyć ciągnące się po kilkanaście linijek identyczne fragmenty ponad 5 publikacji różnych autorów?) oraz o rozmowy z misjonarzami i rdzennymi mieszkańcami Tanzanii. Nie zawsze jestem w stanie zweryfikować prawdziwość wszystkich przekazanych mi informacji, dlatego gorąco zachęcam, by uzupełnić swoją wiedzę o Masajach sięgając jeszcze do innych źródeł. Jakich? Odpowiedź można znaleźć na końcu wpisu.

Masajowie są jedyną grupą etniczną, której pozwolono w Tanzanii na noszenie broni. Ubrani w tradycyjne “koce w kratkę” i buty z opony (nie ma to jak stereotypy!) dość łatwo rzucają się w oczy na ulicach Dar Es Salaam.

Masai (3)

Stereotyp 1: “Wysoki jak Masaj”

Być może geny Masajów zmieszały się już z genami innych plemion, bo ku mojemu zdziwieniu Masajowie, których spotkałam w Dar Es Salaam i okolicy, nie byli nad wyraz wysocy. Mam w prawdzie świadomość, że ja również zdecydowanie do niskich nie należę, ale 177 cm nie można uznać za “wysoki” w kategorii “mężczyzna” (przecież dobrze wiemy, że mężczyźni zaczynają się od 180 cm 😉 ). Okazało się jednak, że znaczna część “miejskich” Masajów była… po prostu mojego wzrostu.

Stereotyp 2: “Masaj nieprzyjazny”

Masaj jest dumny i honorowy i broń Boże nie rób mu zdjęcia, obrazi się! (lub każe sobie słono zapłacić). Jeśli już koniecznie musisz zrobić zdjęcie Masajowi, zrób to ukradkiem, tak jak tu:

Masai (8)

Owszem, żądanie zapłaty za zdjęcie jest bardzo popularne i wcale, ale to wcale nie ogranicza się tylko do Masajów. Zasada ta funkcjonuje w całej Tanzanii i innych państwach afrykańskich: jesteś biały = płacisz. Proste. (A przecież tego, że jesteś biały nie ukryjesz i nikogo nie obchodzi ani twoja kondycja finansowa ani sytuacja gospodarcza jakiegoś państewka w Europie Wschodniej. Przecież i tak jesteś potomkiem amerykańskich kolonizatorów, którzy ukochali sobie niewolnictwo jako sport narodowy, i tyle.)

Masai (9)

A tu – niespodzianka. Uwaga, zdarzają się mili Masajowie. Masajowie uprzejmi. Tacy, którzy zagadują na ulicy mówiąc “Hello madam” (Witam panią), a nie “Hey mzungu, give me ur phone will call ya sweety!” (Hej białasko, daj mi swój numer, dryndę do ciebie słodziutka!). Powiem szczerze, że gdy od przechodzącego ulicą Masaja usłyszałam “Hello madam”, to zamarłam ze zdziwienia. To był jedyny raz, kiedy usłyszałam coś podobnego na ulicy przez cały mój pobyt w Tanzanii. Zazwyczaj jednak wszyscy zwracali się do mnie zaczynając od “Hey mzungu“, więc uwierzcie, że nagłe “Hello madam” mogło mnie zwalić z nóg. Zdarzenie miało miejsce w Msasani, chyba najlepiej sytuowanej dzielnicy w całym mieście. Ja mieszkałam w Segerea, która znana jest mieszkańcom Dar z tego, że to daleko od centrum i że jest tam duże więzienie.

“Masajowie z Zanzibaru”

Masajskie wioski położone są w większości w głębi kraju, tam, gdzie Masajowie mogą swobodnie wypasać swoje bydło (wiecie, że według wierzeń Masajów Bóg podarował im całe bydło świata? To dlatego Masaj może ukraść dowolną ilość krów (przecież i tak były jego), za to Masajowi ukraść bydło…. oj, nie chcielibyście!). Dlatego bez trudu można spotkać Masajów w Aruszy. W Dar Es Salaam też nie stanowi to dużego problemu, gdyż często migrują tu za pracą.

Masai (4)

Oprócz Masajów właściwych są także tzw. plażowi chłopcy w wersji masajskiej. Są to głównie miejscowi młodzieńcy trudniący się upychaniem pamiątek turystom (głównie na Zanzibarze i w innych turystycznych miejscach), a z Masajami mają tyle wspólnego, co piernik z wiatrakiem. Jednak moim skromnym zdaniem i niewprawnym okiem pomylić ich z Masajami to tak, jakby uznać Conchitę Wurst za archetyp urody współczesnej kobiety…

Masai (7)

Masajskie robótki, czyli recycling w wiosce

Co robią Masajki? W przeciwieństwie do swoich mężów nie migrują “za chlebem”, a pozostają w wioskach zajmując się ogniskiem domowym, w wolnym czasie trudniąc się wyrobem biżuterii z koralików. Koraliki są – jak większość rzeczy w Afryce – chińskie. Przypływają wielkimi kontenerami do Dar, by później rozejść się po wioskach i wioseczkach. Koraliki nawlekane są na druciki. Grube, sztywne, często podrdzewiałe druty na pewno nie są łatwe w precyzyjnej obróbce. Ale biżuteria, która z nich powstaje jest nieprzeciętna! Nie mogąc się jej oprzeć kupiłam to i owo, przyszłam do pracy i oto co usłyszałam:

– O! A skąd Ty wzięłaś drut z opony?!
– Drut z opony? Jak to drut z opony?! Jakiej opony na litość?!
– No tu, w kolczyku, no i wisiorek też widzę na drucie z opony robiony! No grubość, waga, wygląd. Jak Boga kocham drut z opony.
– A…. drut z opony…

No tak. To te sławne, niezniszczalne masajskie buty są robione z opon, opona w środku ma druty, a w butach drutów nie widać. Wszystko jasne!

Masai (5)

Masajowie na budowie

Nie przykładając szczególnej wagi do wykształcenia w europejskim rozumieniu tego słowa Masajowie nie wydają się być bardzo konkurencyjni na rynku pracy. A jednak. Jeśli męscy, to i silni – a przynajmniej taki panuje stereotyp, dlatego bardzo często spotyka się Masajów pracujących na placach budowy przy różnych konstrukcjach, często na wątpliwej jakości rusztowaniach (ale przecież męski to też odważny, więc kto by się tam martwił, testosteron go uratuje).

Masai (6)

Masajowie są też świetnymi strażnikami i często znajdują zatrudnienie w charakterze ochrony obiektów, przede wszystkim dlatego, że nie są strachliwi (a jednak znaczna część mieszkańców czarnego lądu jest z natury łagodnie usposobiona i w obliczu zagrożenia po prostu bierze nogi za pas). A im sytuacja w kraju bardziej niestabilna lub niepewna, to i pewnie pracy nie braknie. Ot, cały sekret koniunktury.

 

Tym, którzy ciekawi są Masajów i ich kultury polecam serdecznie książkę ks. Arkadiusza SMA “Opluty przez Boga” (o nie nie, żadnych “Białych Masajek”!).

Książka jest przepięknie napisana. W dziesiątkach krótkich, anegdotycznych opowieści ten nietuzinkowy misjonarz opisuje obserwacje z życia codziennego wśród Masajów, życia z otwartymi oczami i otwartym sercem, świadomego, pomimo upływającego czasu nie pozbawionego świeżości i zachwytu nad światem. Nie ma tu hollywoodzkich opowieści czy patetycznych opisów. Jest za to zdumiewająca lekkość słowa, którym ks. Arkadiusz maluje umiłowanych mu ludzi, przyrodę i krajobrazy Afryki.

Izabela

 

10 Comments

  1. Rzeczywiście ‘nie masz pojęcia’ o czym piszesz 😉 Rozumiem, że to przez skromność. Swoją drogą pierwsze słyszę o czymś takim jak human safari i rzeczywiście brzmi przerażająco! No i dowiedziałem się, że do prawdziwych mężczyzn się nie zaliczam 🙁

    • Jest bardzo fajny holenderski film dokumentalny “Z kamerą wśród ludzi” (Framing the Other). Niestety całość filmu bardzo ciężko znaleźć w necie, mi akurat udało się go zobaczyć na szkoleniu u post-turysta.pl. Trailer niestety nie pokazuje “sedna” filmu, ale może dać jakąś wskazówkę o całym zjawisku https://youtu.be/owIX60_vIZI.

      A z tymi stereotypami to bym tak nie przesadzała, 90-60-90 też dawno nie widziałam 😉
      Pozdrawiam bardzo serdecznie! 🙂

  2. amused0bserver says

    Ostatnio się zastanawiałam nad tymi ‘human safari’ – bo niby jestem na nie, ale… w Europie do skansenów, w których pracują ludzie udający tych sprzed lat chodzę chętnie.
    O filmie, który wspominałaś w komentarzu słyszałam, ale niestety w necie jest w ogóle nie do znalezienia.

  3. Mucha w sieci says

    No chyba jednak jesteś specjalistką 🙂 Bardzo fajny wpis!

  4. Rusztowanie jest przemega… :DDDD szkoda tylko że według standardów wzrostowych nie jestem facetem… no ale nic to… ;ppp

  5. Ciekawy post. Na koniec mogłabyś wrzucić tą biżuterię 😛 Uwielbiam biżuterię etniczną i chętnie znalazłaby powód pojechać w tamterejony

Leave a Reply