Folklor i kultura ludowa, Polska
comments 15

Zielone Świątki na Urzeczu

   Urzecze, gdzie to w ogóle jest?

 

Urzecze (Łurzyce) to podwarszawski nadwiślański mikroregion etnograficzny rozciągający się w pasie pradoliny Wisły po obu jej brzegach (stąd też nazwa regionu nawiązująca do terenów leżących “u rzyki”). Dlaczego po obu, a nie po jednej stronie Wisły? W przeszłości rzeka nie traktowana była jako bariera geograficzna, lecz jako czynnik łączący społeczność, jej główna oś i spoiwo. Życie Łurzycoków koncentrowało się więc wokół rzeki. Wobec złego stanu dróg lądowych, stanowiła ona najprostszy i najszybszy środek transportu i komunikacji.

Wisła kształtowała gospodarkę regionu i wpływała na jego tradycje. Miało to swoje odzwierciedlenie w rozwiniętym handlu wiślanym (40 kilometrów z nurtem rzeki można było dopłynąć do Warszawy, dogodnego rynku zbytu), flisactwie, wyspecjalizowanym rybołówstwie, budowaniu grobli, melioracji terenu i wznoszeniu domów na sztucznych pagórkach (należy pamiętać, że spora część Łurzyca leży przecież na terenie zalewowym), sadzeniu wierzb oraz wyplataniu wikliny.

Zielone Świątki na flisackich łodziach (125)

Należy podkreślić, że w przeciwieństwie do np. Kurpiów Łurzyce były regionem bogatym. Łurzycanie zamieszkiwali urodzajne ziemie nadwiślańskie i prowadzili dalekosiężny handel rzeczny. Wisła była w przeszłości  głównym traktem komunikacyjnym Polski, spławiano nią różnorodne towary, czasem również podróżowano.

Flisacy, zwani w tym regionie orylami, zajmowali się flisem, czyli rzecznym spławem towarów. Spław, który można było wykonywać tylko sezonowo, był często dodatkowym zajęciem mieszkańców nadwiślańskich wiosek. Z czasem wykształcili oni swoją gwarę, obyczaje rzeczne, a nawet strukturę organizacyjną.

Odrębna tożsamość mieszkańców regionu Urzecza znajdowała swój wyraz również w tradycyjnych ubiorach. Stroje Łurzycan różnią się od ubiorów ludności okolicznych regionów, a znane są szerzej jako “stroje wilanowskie”, które de facto pochodzą właśnie z regionu Urzecza. Mężczyźni nosili jednokolorowe, granatowe lub czarne sukmany, które z czasem zaczęto ozdabiać czerwonymi kołnierzami i mankietami pod wpływem mody warszawsko-wilanowskiej oraz czarne kapelusze.

Łurzycanki ubierały się w długie, marszczone w pasie spódnice i fartuchy-zapaski. Najbardziej charakterystycznym elementem ich stroju była płócienna koszula z czarnym haftem roślinnym, na którą nakładało się gorset sukienny. Obowiązkowymi akcesoriami kobiecymi były sznury czerwonych korali oraz biały czepek lub chustka wyszywana – podobnie jak koszula – w czarne motywy kwiatowe.

Zielone Świątki na flisackich łodziach (77)


Zielone Świątki

 

Zielone Świątki, które w czasach późnochrześcijańskich zaczęto utożsamiać z kościelnym świętem zesłania Ducha Świętego, to uroczystość głęboko zakorzeniona w polskiej tradycji ludowej. Jeszcze w początkach XX wieku święto to trwało kilka dni (i już wtedy jeden dzień był dniem wolnym od pracy).

Powszechnym zwyczajem zielonoświątkowym było m.in. palenie ognia, który miał moc oczyszczenia i chronienia przed złem zasiewów i zwierząt. Istniała też tradycja obchodzenia (lub objeżdżania) zasianych pól przez młodych gospodarzy. Ścinało się wtedy młode brzózki i z nimi okrążało ziemie uprawne by później postawić je w obejściu. Domy zaczęto przyozdabiać zielonymi gałązkami, tatarakiem, kwiatami, by ochronić ich mieszkańców przed urokami. Przystrajano futryny drzwi, okna, bramy i furtki prowadzące do zagrody, a nawet płoty i studnie. Sama nazwa “majenia czegoś” wzięła się od tradycji strojenia domów gałązkami brzozy, wierzbiny i liśćmi tataraku w okresie Zielonych Świątek.

W niektórych regionach również podłogę w domu wyściełano pachnącymi pędami tataraku wierząc, że opuszczą go wtedy wszelkie szkodniki i złe duchy. Tradycja ta może sięgać korzeniami do okresu prasłowiańskiego, kiedy to żercy (kapłani prasłowiańscy) prowadzili ofiary do ołtarza po drodze wyłożonej pachnącym tatarakiem.

Podobnie jak w przypadkach innych świąt słowiańskich przetrwały one do dzisiejszych czasów w tradycjach ludowych, jednak brak dawnych źródeł pisanych uniemożliwia jednoznaczne określenie ich pochodzenia i związanych z nimi obrzędów (które to zapewne również różniły się w każdym regionie). Co ciekawe, charakterystyczna dla Zielonych Świątek tradycja “brzozowego gaiku” przeszła również do obrzędowości Bożego Ciała, kiedy to po skończonej procesji wierni ułamują zdobiące ołtarz brzozowe gałązki by zabrać je do domu (by chroniły domostwo i zapewniały dobrobyt i urodzaj).

W chrześcijaństwie palone podczas zielnych świąt ogniska łączono z płomieniami Ducha Świętego zesłanego na Apostołów. Pięćdziesiąt dni po Wielkanocy Apostołowie otrzymali bowiem dary Ducha Świętego, który zstąpił na nich w postaci ognistych języków. Tak wypełniło się zapowiedziane w Starym Testamencie proroctwo o kontynuacji misji Jezusa na ziemi i powstaniu Kościoła. Dzień zesłania Ducha Świętego, zwany też Pięćdziesiątnicą, jest jednym z najważniejszych świąt liturgicznych, obchodzonych przez dwa dni szczególnie w krajach protestanckich (w Polsce drugi dzień Zielonych Świątek zniesiono w 1957 roku).

 

Obchody Zielonych Świątek na Urzeczu

 

Zgodnie z tradycją podczas Zielonych Światek stroi się domostwa, jednak w tradycji kultur nadrzecznych Zielone Świątki obchodzone były na wodzie. Na Urzeczu najważniejsza była wszak Wisła, która użyźniała pola, dawała ludziom pracę i możliwość łatwego przemieszczania się. Obrzędy zielonoświątkowe na Łurzycu były podniosłe i łączyły całą społeczność. Galary, galarki, baty i pychówki umajano brzozowymi gałązkami i wstążkami, a sąsiedzi z miejscowości po obu brzegach rzeki odwiedzali się wzajemnie. Lokalne wspólne obrzędy i tradycje łączyły i zbliżały społeczności regionów.

Zielone Świątki na flisackich łodziach (134)

Spuścizna kulturowa Łurzyca, podobnie jak wielu innych polskich regionów, praktycznie zanika. Bliskość stolicy, globalizacja i informatyzacja społeczeństwa, jak również modernizacja wsi powodują, że świadomość odrębności regionalnej coraz bardziej odchodzi w niepamięć. By temu zapobiec, kilka dni temu z portu w Górze Kalwarii umajone flisackie łodzie ponownie ruszyły nurtem Wisły.

Zielone Świątki na flisackich łodziach (23)

Organizator wydarzenia, Fundacja Szerokie Wody, chciała w ten sposób przypomnieć jak wiele lat temu świętowali mieszkańcy nadwiślańskich wiosek mikroregionu Urzecza. Impreza, oparta w całości o tradycje i walory naturalne regionu, miała również na celu pokazanie, że istnieje przeciwwaga dla coraz częściej przejmowanych z obcych kręgów kulturowych świąt i tradycji.

Zielone Świątki na flisackich łodziach (80)

Drewnianych łodzi wiślanych, które uczestniczyły w tegorocznych obchodach było kilkanaście. Wszystkie pięknie umajone tatarakiem, gałązkami brzozy i kwiatami dumnie sunęły z biegiem Wisły w stronę Warszawy.

Nas przyjął na swój pokład 12-metrowy galar “Szwajcarka”, zrekonstruowana historyczna łódź pływająca niegdyś po Wiśle. Dlaczego Szwajcarka? Łódź powstała dzięki wsparciu finansowemu Szwajcarii, o czym dumnie przypominają wywieszone na niej flagi.

Nie obyło się bez trudności, okazało się bowiem, że wielka i szeroka Wisła niekoniecznie jest aż tak głęboka, jak się nam – laikom zdawało. W 2010 roku wody Wisły rozmyły znajdującą się pod Warszawą wyspę tworząc rozsypane łachy piasku, liczne mielizny i dodatkowo utrudniając przeprawę sterczącymi z wody konarami i pniami drzew. Nie chcę się przechwalać, ale utknęli chyba wszyscy… prócz nas 🙂

Zielone Świątki na flisackich łodziach (20)

Na poszczególnych przystankach (Góra Kalwaria, Nadbrzeż, Gassy, Ciszyca, Miedzeszyn) zorganizowano poszczególne strefy: tańca, zwyczajów, obrzędów, smaków, śpiewów i stroju. Oprawę muzyczną w czasie rejsu i na postojach zapewniły m.in. Łurzycanki (z MOJEJ Szwajcarki!),  Kalwarki, Powsinianie i Urzeczeni.

Zielone Świątki kończyła zawsze huczna zabawa ludowa (nie koniecznie tylko te flisackie). Najsłynniejsze zabawy odbywały się na Bielanach pod Warszawą, a tradycja ich wyprawiania sięga czasów króla Jana Kazimierza. Podobno majówki na Bielanach urządzano z wielkim przepychem – były tańce, zabawy, a nawet fajerwerki (ciekawostka: sztuczne ognie przywiózł do Europy Marco Polo!).

Zielone Świątki na flisackich łodziach (139)

W tym roku pałeczkę przejął Wawer – ostatni przystanek umajonych łodzi, gdzie miały miejsce przedstawienia, obrzędy zielonoświątkowe, wspólne śpiewanie pieśni i piosenek flisackich z Urzecza oraz ognisko.

Podsumowując: Zielone Świątki na Urzeczu to naprawdę zacna inicjatywa, świetnie spędzony czas w gronie niezwykle interesujących ludzi.  Brawo za podjęcie tematu 🙂

Zielone Świątki na flisackich łodziach (28)

Wybralibyście się na takie Zielone Świątki za rok?
Śledźcie profil Zielonych Świątek na Urzeczu na facebooku, a na pewno się uda!

Izabela

Ibazela, z pochodzenia Sanoczanka, Japanofil, trochę turystka – trochę podróżnik, wolontariusz tęskniący za Afryką i etnograf-pasjonat. Uważa, że świat wiele by stracił bez alzackiego wina, bułgarskiego olejku różanego i… żelek Haribo.

15 Comments

  1. Dlaczego o takich rzeczach dowiaduję się po fakcie? 😀 Wygląda super i chętnie się za rok wybiorę, mimo, że Kościół sobie zagarnął święto. 😛

    Gdzie był początek podróży?

  2. Spływ zaczynał się na przystani w Górze Kalwarii. Najbliższa okazja do spotkania ze współczesnymi flisakami będzie już niebawem – 20 czerwca w czasie Wianków nad Wisłą będzie ich można znaleźć na plaży przy ZOO, w strefie kultury Urzecza 🙂
    Początkiem maja organizują też czadowy Flis Festiwal, o którym za to ja dowiedziałam się po czasie, ale zdaje się, że będzie za rok 🙂

  3. no popatrz, tak blisko a po raz pierwszy o Urzeczu słyszę! Pamiętaj o mnie przy kolejnej wizycie tamże! 🙂

  4. Piękne zdjęcia, ciekawy artykuł, chyba się tu u Ciebie będę częściej pojawiać 🙂
    Czy wszyscy utknęli na mieliźnie to nie wiem, ale nasza łódka na pewno tak i jeszcze dwie też, i to na dłużej. Chyba jednak niektórym udało się tego uniknąć, sądząc po tym, jak pusto się wokół nas w pewnym momencie zrobiło… ale była przygoda! A atmosfera taka, że mało nie powypadaliśmy za burty ze śmiechu 🙂
    Do zobaczenia na Urzeczu, nad Wisłą albo w innym kawałku świata

    • Hahah, to było ciekawie 🙂
      Do zobaczenia i samych fajnych podróży!

  5. Monika says

    Świetny artykuł.
    Lubię czytać o polskich tradycjach – zawsze cieszy, że są ludzie, którzy je pielęgnują 😉

  6. Małgorzata Zarzycka says

    Dziękuję za zdjęcia i artykuł. Jestem Łurzycanką z Gassów i tradycję Urzecza pielęgnuję i propaguję już od ponad 10 lat. Dodałabym tylko, że na białych czepcach wiązano chusty tybetowe, a chusta biała haftowana , była zamiast czepca i zwano ją chustą czepcową. Na Zielone Świątki ściągnęłam grupę Niemców z Badenii ( Denzlingen) koło Freiburga ( po sąsiedzku Alzacja). Byli zachwyceni. Płynęłam z moją grupą tylko do Gassów. Pewnie się Pani zdziwi, ale jest wiele wspólnych tradycji zielonoświątkowych w Badenii i Bawarii – landach katolickich, chodzenie z gaikiem, przystrajanie wołu lub konia, ognie itp… Pozdrawiam.

    • Dziękuję pięknie za komentarz! Słyszałam o grupie zagranicznej, jestem pewna, że bardzo im się podobało. Nie znam regionu Badenii, jednak Bawarskie obyczaje i tradycje są piękne i przede wszystkim cały czas żywo kultywowane. Tam również byli flisacy, którzy spławiali drewno w rwących, górskich potokach.

  7. Łużycok napływowy says

    Jedna uwaga do artykułu – tatarak zwyczajny był rośliną nieznaną w Polsce w czasach przedchrześcijańskich więc kapłani nie mogli wtedy nic nim przyozdabiać

    • Hmm, dziękuję za uwagę. W prawdzie taką informację znalazłam w źródłach, ale faktycznie sprawdziwszy teraz zobaczyłam, że tatarak (jak i kasza gryczana) przybył na nasze tereny wraz z Tatarami. Prawdopodobnie więc nie był to tatarak, lecz jakieś inne zielone rośliny. Jeszcze raz wielkie dzięki!

Leave a Reply