Przemyślenia

Midgaard do Ziemi: słowo o migracji

Kiedy człowiek przybywa do nowego miejsca, najpierw musi się go nauczyć. Poznać. Nie tylko tego, gdzie jest gospoda, stacja karawan albo dom, w którym mieszka, albo jak trafić na targ czy gdzieś, gdzie można kupić posiłek. Musi nauczyć się też, jak wyglądają miejscowe obyczaje, poznać przynajmniej parę słów, którymi mówią mieszkańcy, poznać zapachy, smaki, dźwięki i kolory miejsca, w które trafił. Musi pozwolić, by to miejsce go trochę zmieniło.

Kiedy podróżnych jest kilka tysięcy, jest trochę inaczej. Oprócz tego, że muszą nauczyć się nowego miejsca, to miejsce musi nauczyć się ich. Kiedy wędruje cały naród, to oni zmieniają miejsce, do którego przybywają. Także wtedy, gdy przybywają w pokoju, tam, gdzie ich oczekiwano i gdzie ofiarowano gościnę. Przynoszą własne obyczaje, dźwięki swojej mowy, swoją muzykę i swoje przyprawy, nawet swoje przekleństwa. Również tak zwykłe i codzienne rzeczy, jak piwo, chleb lub pieczone mięso, w każdym kraju smakują zupełnie inaczej.

Jarosław Grzędowicz, Pan Lodowego Ogrodu,
Tom IV, Rodział XIII

Przyznam szczerze, gdy tylko zaczęłam czytać ten fragment Pana Lodowego Ogrodu (przy okazji: majstersztyk!) od razu pojawił mi przed oczami wielki, jarzący się neon “Polityka migracyjna UE”, a raczej “polityko migracyjna, quo vadis?!

Na migracje zwykliśmy patrzeć z poziomu jednostki, kwitując wszystko prostym powiedzeniem “wszedłeś między wrony, kracz jak i one”. Oczywistym dla nas jest, że każdy przybysz powinien dostosować się do obyczajów panujących w kraju, do którego przybył. To wszystko odnosi się jednak do jednostki. Ale co w przypadku, gdy faktycznie wędrują całe narody? Współczesne migracje mają przecież charakter masowy i muszą, gdyż po prostu nie da się inaczej, zmieniać państwa imigracyjne. Czy jest to proces nieodwracalny? Chyba tak. Czy można go powstrzymać? Raczej nie, ale na pewno można, mądrze nim zarządzając, korzystać z dobrodziejstw różnorodności kulturowej, starając się zawczasu przeciwdziałać zagrożeniom, jakie ze sobą niesie. Media co rusz przypominają nam jednak, że wciąż uczymy się tej trudnej sztuki. Moglibyśmy tylko uczyć się trochę szybciej…

 

Taka pożywka dla myśli na niedzielę!

Izabela

 

  1. wiele narodów z Europy wschodniej migrujących np na Wyspy ma problemy z zaakceptowaniem obyczajów panujących tam i przystosowaniem się, zauważyłam to kiedy mieszkałam w Irlandii. Z drugiej strony jak wiele z nich po kilku latach mieszkania tam zapomina skąd jest. Dzierżą nowe paszporty, ‘zapominają’ ojczysty język i udają kogoś innego. Nie wiem co jest gorsze.

  2. dobrze gadasz! ja bardzo ubolewam, że u nas imigrantów aż tak bardzo nie widać, bo wiele fajnego mogliby wnieść do życia codziennego (jeśli z głową by się ich problematykę ogarnęło). a ostatnio widziałam gdzieś dobry tekst: “don’t call yourself an expact, you’re simply an immigrant”!

    • O! Święta prawda Kami. Nawet skonsultowałam ze słownikiem.

      “Ekspat: wybitny specjalista, który opuścił ojczyznę, by pracować za granicą”.

      Rozumiem, że studentom na zagranicznych wymianach to ten tytuł tak awansem przypada, powiedzmy, na dobra wróżbę przyszłej kariery 😉

    • Też czytałam ten tekst o ekspatach i imigrantach. Mądrze został napisany. A co do imigrantów może być różnie. To że Polska ma najmniejszy odsetek imigrantów w Europie to oczywiście jakaś parodia, ale z drugiej strony może nam się dzięki temu udać być z boku, jeśli za Charlie Habdo pójdą kolejne akcje – i za morderstwem muzułmanów w Colorado itp. Są dwie strony medalu.

  3. Bardzo ciekawy fragment, spróbuję się zgłębić w tę lekturę w wolnym czasie. Zgadzam się z Tobą, że można mądrze tym procesem zarządzać ale jest to trudne. Nie wyobrażam sobie nagłej masowej imigracji do Polski (nie ważne jakiej narodowości), bo wydaje mi się że nie poradzilibyśmy sobie z tym teraz. Trudno uwierzyć, że przed wojną Polska była bardzo otwarta i wielonarodowa.

    • Jowita, w warszawie jest bardzo liczna mniejszość wietnamska (ok. 15 tysięcy), ale jakoś specjalnie ich, ani ich kultury nie widać.

    • Asia, to prawda, “na zewnątrz” prawie nie widać, choć akurat wracam ze spotkania z koleżanką, która właśnie była na tradycyjnym wietnamskim weselu w Warszawie 😉

  4. Dlatego uwielbiam Nowy Jork – bo tam jest miejsce dla mniejszości z całym ich jestestwem – Chinatown, Little Italy na Manhattanie, dzielnice meksykańskie i różne azjatyckie i afrykańskie na Queens, kraje Europy wschodniej, ale też np. Jamajka na Brooklynie… Każdy ma swoje miejsce, by pielęgnować swoją kulturę, a jednocześnie ta kultura promieniuje na otoczenie tworząc naprawdę fajną całość.

  5. // Kiedy człowiek przybywa do nowego miejsca, najpierw musi się go nauczyć.

    Pamiętam wioskę z sercu delty Dunaju, gdzie po godzinie człowiek znał już wszystko i nie było się gdzie udać, bo wokół tylko woda. Ostatecznie lądowało się zawsze pod jedynym spozywczym gdzie można było tylko pić razem z miejscowymi. To była szybka i treściwa nauka… 🙂

Leave a Reply

This site serves cookies. Would you like one? (what's that?)

This site uses cookies - small text files that are placed on your machine to help the site provide a better user experience. In general, cookies are used to retain user preferences, store information for things like shopping carts, and provide anonymous tracking data to third party applications like Google Analytics. As a rule, cookies will make your browsing experience better. However, you may prefer to disable cookies on this site and on others. The most effective way to do this is to disable cookies in your browser. You may also delete them manually in your browser or set "clear history" at the end of each session.   delete-cookies-comic

  This information was brought to you following the European Commission's guidelines on privacy and data protection.

CLOSE